Próba charakteru (8 XI)

Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. (...) Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. (Łk 14, 25-33)

Bycie uczniem Jezusa oznacza wyrzeczenia, konieczność przyjęcia cierpienia. Słowa o krzyżu budzą we mnie lęk przed odrzuceniem wygody, pójścia na łatwiznę, przyjemności. Krzyż kojarzy mi się z ogromnym ciężarem, którego nie można zostawić.

Ciężar trudny do uniesienia, ale dopasowany do mojej wytrzymałości. Moja niepewność w obliczu radykalizmu Jezusa - czy sprostam Jego wymaganiom tym razem, kiedy wzywa mnie kolejny raz? Tyle razy już zawiodłam. Czy tym razem znajdę w sobie pokorę, aby oddać to, o co Jezus mnie poprosi?

Iść za Nim. Dać się poprowadzić. On wyznacza moją drogę. Przyjmować każdego dnia to, co dla mnie przygotowuje. Dziękować za radosne i trudne doświadczenia, najciemniejsze noce i dni pełne łez - On ocierał każdą z nich.

Prawdziwa miłość jest wymagająca. Jezus kocha mnie miłością zazdrosną - chce być dla mnie najważniejszy. On odbiera mi to, co Go przysłania z moim życiu. Pomaga mi je uporządkować, ustalając odpowiednią hierarchię. Jezus w centrum.

Największe wyzwanie w mojej codzienności - zerwać z nadmiernym przywiązaniem i zależnością od osób, nawet najdroższych dla mnie, ale pokochać je na nowo szukając w nich Jezusa, stawiając sobie wciąż Jego przed oczy; odrzucić przywiązanie do rzeczy materialnych, miejsc - kiedyś i tak będę musiała je zostawić. Nic nie należy do mnie, bo wszystko dostałam od Boga.

Zostawić wszystko - idąc za Jezusem mam być na to gotowa. Wtedy zobaczę, że moje życie jest prostsze, spokojniejsze bez tak wielu zbędnych rzeczy.

Przyjdź Duchu Święty z darem pokoju i mądrości, z darem rozwagi i rozeznania, abym potrafiła oddać Jezusowi to, co mi Go przesłania, On pragnie mojej wolności i mojego szczęścia. Wie, co jest dla mnie najlepsze.

Free Joomla! template by L.THEME