"Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i, oddając pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie . Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy." (Mt 9,18-26)

Potocznie mówi się, że chrześcijaństwo jest religią miłości ... ale w Ewangelii, Jezus tylko jedną osobę pytał o miłość. Za to jak bumerang wraca pytanie o wiarę. Jezus jej oczekuje, domaga się, chwali ją, martwi się, gdy jej nie widzi.Ta scena najlepiej pokazuje, dlaczego tak jest - wiara (będąca zaufaniem, powierzeniem się) ocala, wyprowadzając nawet ze śmierci, a jej brak zamyka serce do tego stopnia, że można wyśmiać Boga, patrząc na cud zmartwychwstania. Wiara jest fundamentem. To na niej wszystko się buduje (również miłość).

"(...) Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie." (Mt 10,1-7)

Pierwszym zadaniem Apostołów było głoszenie słów Jezusa i nawracanie swoich krajan, nie zaś pogan. Czy głoszenie Ewangelii i życie nią nie jest trudniejsze w środowisku, z którego się wywodzimy? Łatwiej jest pójść tam, gdzie nikt nas nie zna, niż "wyłamać się" wśród kolegów i koleżanek. Widzę to zwłaszcza teraz. Tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży. Gimnazjaliści z mojej okolicy nie chcą uczestniczyć w wydarzeniach na terenie diecezji i nie jadą z nami do Krakowa. A znam takich, którzy by chcieli, ale żaden kolega ani koleżanka nie jedzie, więc sami się nie wyłamią.

Nieśmy zatem Jezusa do tych, którzy jeszcze się boją iść za nim.

„Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.” (Mt 16,13-19)

Jezus prostego i słabego człowieka czyni fundamentem Kościoła. To, co kruche potrafi zamienić w skałę.

Czasami przerażam się swoimi słabościami i grzechami… 

"Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie,
którą zachowałeś dla bogobojnych.
Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie
na oczach ludzi (...)'' Ps 31, 20-21.4

"(...)Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.(...)" (Mt 6,1-6.16-18)

Strzeżmy się przed szafowaniem pobożnością i  wywyższaniem się nad innych. Bóg nie da się na to nabrać. On zna nas lepiej niż my sami.

"Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie." (Mt 5,38-42)

Współczesny człowiek, dzisiejszą wskazówkę Jezusa, często rozumie jako przejaw słabości, niezaradności życiowej. Zresztą już w szkole, małe dzieci często słyszą od rówieśników, (a nawet od rodziców), że tylko fajtłapa daje się pobić lub naiwnie naciągnąć. W modzie jest teraz bycie "asertywnym" - rozumiane często na opak i po swojemu, żeby "moje było na wierzchu". Sam Jezus też wydaje się, jakby zapomniał o swoich słowach, gdy pytał policzkującego Go sługę, dlaczego Go bije, jeśli mówi dobrze? ... A jednak nie ma tu sprzeczności. Mamy prawo się bronić. Ale tylko dobrem, miłością i prawdą, bo tylko tak można postawić tamę złu. Tak, jak nie gasi się pożaru benzyną, tak samo nie zwalcza się zła złem, bo to jest droga "donikąd". Tak naprawdę trzeba być bardzo silnym wewnętrznie, żeby nie oddać tym samym krzywdzicielowi i zatrzymać lawinę zła na sobie. Nie przekazane dalej i nie powielone - ginie. W tym jest siła przebaczenia.

"Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata".

                              (Mt 28,19a)

Pan jest ze mną, jest przy mnie teraz…

 

„Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: “Nie cudzołóż”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.” (Mt 5, 27-32) 

Jezus zaprasza mnie, abym rozeznał głębiej moją postawę czystości i wierności życiowemu powołaniu.

Związek między czystością spojrzenia i czystością serca.

Spojrzenie, słowa są pewną prawdą o stanie serca...

"Jezus nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu (...) Błogosławieni, którzy się smucą (...) Błogosławieni cisi (...) Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości (...) Błogosławieni miłosierni (...) Błogosławieni czystego serca (...) Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój (...) Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości (...) Błogosławieni jesteście (...) Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie."  (Mt 5,1-12)

A jak to jest ze mną ? Czy jestem człowiekiem błogosławieństw ? ... Prawa ? ... a może przekleństw ?

"(...) Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim.(...)" (Mt 5,17-19)

Trzeba słuchać Pana i wypełniać Jego wolę w całości,a nie tylko połowicznie, kiedy i jak nam się podoba.

 

"(...)Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych.(...)" (Mk 12,18-27)


Nasza dusza jest nieśmiertelna. Pomimo tego, że ciało umrze, ona nadal żyje. Dlatego, dla Boga i w Nim jesteśmy zawsze żywi, niezależnie od stanu ciała. 

"Jezus zaczął mówić w przypowieściach: Pewien człowiek założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał tłocznię i zbudował wieżę. W końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. W odpowiedniej porze posłał do rolników sługę, by odebrał od nich część należną z plonów winnicy. Ci chwycili go, obili i odesłali z niczym. Wtedy posłał do nich drugiego sługę; lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. Posłał jeszcze jednego, tego zabili. I posłał wielu innych, z których jednych obili, drugich pozabijali. Miał jeszcze jednego, ukochanego syna. Posłał go jako ostatniego do nich, bo sobie mówił: Uszanują mojego syna. Lecz owi rolnicy mówili nawzajem do siebie: to jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze. I chwyciwszy, zabili go i wyrzucili z winnicy. Cóż uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci rolników, a winnicę odda innym. Nie czytaliście tych słów w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w oczach naszych. I starali się Go ująć, lecz bali się tłumu. Zrozumieli bowiem, że przeciw nim powiedział tę przypowieść. Zostawili więc Go i odeszli." (Mk 12,1-12)

A jeśli tą, wypieszczoną przez Twórcę winnicą, jestem ja sam ... i otrzymałem siebie w dzierżawę ... to jakie będzie zakończenie historii w moim przypadku ?

Free Joomla! template by L.THEME