"Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon." (Mt 12,38-42)

A może "znak Jonasza" nie polega na spektakularnym cudzie ... tylko jest to proces dogłębnej przemiany człowieka, niewidocznej dla oczu, bo dokonującej się w ciszy serca?

„Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść.

Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: „Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat”.” (Mt 12, 1-8)

Wierzę, że Jezus wie o mnie wszystko. On zna mój największy głód.

Panie Jezu, naucz mnie patrzeć na siebie Twoimi oczami. 

"Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom." (Mt 11.25)


Nie pojmuję tego. Bóg nie przestaje mnie zaskakiwać. 

’’Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana’’

                                                                              (Mt 10,24) 

Nie ma ludzi gorszych, i nie ma osób lepszych. Jesteśmy równi – niezależnie od rasy, wyznania, poziomu wykształcenia… 

„Więc się ich nie bójcie” (Mt 10, 24-33)

Wierzę, że moje życie jest w rękach Ojca. Cokolwiek się dzieje, On nigdy nie wypuszcza mnie ze swoich ramion. Prowadzi mnie po ścieżkach życia.

Żadne ludzkie słowo nie może mi odebrać godności, którą mam w oczach Ojca. 

"Piotr rzekł do Jezusa: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy." (Mt 19,27-29)

Nie jest łatwo tak uwolnić serce, by wszystko zostawić, aby pójść za Jezusem. Tak się może wydawać na początku, gdy pomaga fascynacja, pierwotny zapał. Im dłużej jednak trwa ta wędrówka, tym bardziej uświadamia, ile było interesowności w tej decyzji. Często dopiero przeciwności, porażki, lub "proza życia" wyciągają na wierzch egoizm osoby powołanej - ukryte oczekiwania, tęsknoty i głody. To jednak wcale nie musi być koniec przygody z Jezusem. Tak naprawdę, to dopiero wtedy ona się zaczyna. Tu jest początek wolności. Prawdziwa miłość nie jest interesowna, ale do takiej miłości dorasta się czasem latami. Jako osoba konsekrowana znam ten proces z własnego doświadczenia. Dlatego wiem, że obietnica Jezusa jest prawdziwa - otrzymałam stokroć więcej, niż oddałam.

"Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i, oddając pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie . Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy." (Mt 9,18-26)

Potocznie mówi się, że chrześcijaństwo jest religią miłości ... ale w Ewangelii, Jezus tylko jedną osobę pytał o miłość. Za to jak bumerang wraca pytanie o wiarę. Jezus jej oczekuje, domaga się, chwali ją, martwi się, gdy jej nie widzi.Ta scena najlepiej pokazuje, dlaczego tak jest - wiara (będąca zaufaniem, powierzeniem się) ocala, wyprowadzając nawet ze śmierci, a jej brak zamyka serce do tego stopnia, że można wyśmiać Boga, patrząc na cud zmartwychwstania. Wiara jest fundamentem. To na niej wszystko się buduje (również miłość).

"(...) Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie." (Mt 10,1-7)

Pierwszym zadaniem Apostołów było głoszenie słów Jezusa i nawracanie swoich krajan, nie zaś pogan. Czy głoszenie Ewangelii i życie nią nie jest trudniejsze w środowisku, z którego się wywodzimy? Łatwiej jest pójść tam, gdzie nikt nas nie zna, niż "wyłamać się" wśród kolegów i koleżanek. Widzę to zwłaszcza teraz. Tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży. Gimnazjaliści z mojej okolicy nie chcą uczestniczyć w wydarzeniach na terenie diecezji i nie jadą z nami do Krakowa. A znam takich, którzy by chcieli, ale żaden kolega ani koleżanka nie jedzie, więc sami się nie wyłamią.

Nieśmy zatem Jezusa do tych, którzy jeszcze się boją iść za nim.

„Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.” (Mt 16,13-19)

Jezus prostego i słabego człowieka czyni fundamentem Kościoła. To, co kruche potrafi zamienić w skałę.

Czasami przerażam się swoimi słabościami i grzechami… 

"Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie,
którą zachowałeś dla bogobojnych.
Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie
na oczach ludzi (...)'' Ps 31, 20-21.4

"(...)Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.(...)" (Mt 6,1-6.16-18)

Strzeżmy się przed szafowaniem pobożnością i  wywyższaniem się nad innych. Bóg nie da się na to nabrać. On zna nas lepiej niż my sami.

"Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie." (Mt 5,38-42)

Współczesny człowiek, dzisiejszą wskazówkę Jezusa, często rozumie jako przejaw słabości, niezaradności życiowej. Zresztą już w szkole, małe dzieci często słyszą od rówieśników, (a nawet od rodziców), że tylko fajtłapa daje się pobić lub naiwnie naciągnąć. W modzie jest teraz bycie "asertywnym" - rozumiane często na opak i po swojemu, żeby "moje było na wierzchu". Sam Jezus też wydaje się, jakby zapomniał o swoich słowach, gdy pytał policzkującego Go sługę, dlaczego Go bije, jeśli mówi dobrze? ... A jednak nie ma tu sprzeczności. Mamy prawo się bronić. Ale tylko dobrem, miłością i prawdą, bo tylko tak można postawić tamę złu. Tak, jak nie gasi się pożaru benzyną, tak samo nie zwalcza się zła złem, bo to jest droga "donikąd". Tak naprawdę trzeba być bardzo silnym wewnętrznie, żeby nie oddać tym samym krzywdzicielowi i zatrzymać lawinę zła na sobie. Nie przekazane dalej i nie powielone - ginie. W tym jest siła przebaczenia.

Free Joomla! template by L.THEME