Duch Święty? Tak, poproszę!

Czy przydarzył Ci się kiedyś zbieg okoliczności? Nieoczekiwane spotkanie, spełnienie marzenia, o którym nikomu nie mówiłeś, “ściągnięcie myślami” dawno niewidzianego przyjaciela. Przypadek? Niedawno usłyszałam, że “zbieg okoliczności” to świeckie imię Ducha Świętego. Zgadzam się w tym w 100%.

Ktoś powie, że nie potrzebuje jakiegoś tam ducha, sam daje sobie świetnie radę, ogarnia życie, pracuje, zarabia, odnosi sukcesy. Wielu katolików zapomina o Duchu Świętym. Wystarcza im wiedza, że jest Trzecią Osobą Boską, ale nie mają świadomości, jak wielkie dary mają przed sobą, niemal na wyciągnięcie ręki. Duch Święty przychodzi do nas, kiedy Go pragniemy i wzywamy. On sprawia, że chcemy podejmować nowe wyzwania. Przemienia nas, daje miłość, radość, cierpliwość, łagodność. Każdemu z nas daje to, czego potrzebujemy, dla dobra naszej wspólnoty - rodzinnej, parafialnej, modlitewnej. Otwiera nas na Słowo Boże i przychodzi z darem modlitwy. Duch Święty pragnie działać w twoim życiu. Czy pozwolisz Mu na to?

Kim jest Duch Święty? Jak działa? Jak zostać Nim napełnionym?

W ubiegły piątek Wspólnota Emmanuel i Wspólnota Dorosłych rozpoczęły Weekend Alpha w Klasztorze Misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim. Jest to serce kursu Alpha - kluczowe informacje o Duchu Świętym połączone z modlitwą o napełnienie Jego darami. Wspólny wyjazd był okazją do oderwania się od codziennych obowiązków, powinności i spraw do załatwienia. Mieliśmy możliwość poświęcenia czasu i uwagi Bogu oraz drugiemu człowiekowi. Klimat klasztoru i wyjątkowa cisza sprzyjały wspólnej modlitwie i skupieniu przed wykładami o Duchu Świętym. Eucharystia, adoracja, modlitwa Liturgią Godzin, uwielbienie. Wyrażanie miłości przez modlitwę za tych, którzy o to proszą. Czas łaski.

Dla każdego z nas, uczestniczących w skupieniu, był to czas wyciszenia i pięknych doświadczeń, które będą owocowały w naszym życiu. Oto świadectwo jednej z uczestniczek.

Moja największa przygoda, czyli oczami uczestniczki

“Tyle rzeczy w nas pompuje zwątpienie tak głośno,

A krew pompuje tlen tak cicho.

Że ciężko nam uwierzyć w to,

Że największy skarb dostajemy za friko.

Może zrozumiesz to wszystko już dziś,

Może jutro i może przyjdzie to z trudem,

Ale gdy już odkryjesz swą naturę,

Pisz mail, zbij mi pięć, mówiąc: “Jestem cudem!”.

(...)

Szukamy siebie zawsze nie tam, gdzie trzeba:

Przeszłość, przyszłość.

A ucieka nam piękno... czego?

Teraz trzeba to zmienić, szybko.

(...)

Czas otworzyć tę bramę na środku muru

I obudzić to światło w duchu.

(...)

Już czas nauczyć się wypatrywać tęczy, gdy pada,

Zwłaszcza, kiedy pada w nas.

A gdy zmrok zapada, mrokowi nie dawać szans

I kierować się ku światłu gwiazd.”

“Siewca” ZEUS

Trudno mówić o Bogu tak, by nie trąciło od tego sektą, tak by inni nie patrzyli na nas jak na istoty z innej planety. W dzisiejszych czasach trzeba mieć w sobie dużo odwagi, by wykazywać się jawnym chrześcijaństwem. Dlatego tak wielu z nas na bezpieczną odległość odsuwa się od Kościoła, od wiary, wierząc bez wiary lub modląc się na pokaz, a nie z potrzeby serca, zamykając się na dobro, zaprzepaszczając tym samym wiele łask, które każdy z nas ma na wyciągnięcie ręki.

Gdyby ktoś jeszcze pół roku temu powiedział mi, że będę uczestniczyć w spotkaniach wspólnoty, jeździć do klasztoru na weekendy skupienia, modlić się do Ducha Świętego (to tak można?), z wypiekami na twarzy słuchać nagrań O. Szustaka, czy zasypiać z różańcem w ręku, postukałabym się w czoło.

Za mną ponad 30 lat bezowocnej wiary podszytej wątpliwościami, uprzedzeniami, bezsensownym buntem... Bo skoro na świecie tyle zła, skoro Bóg nie wysłuchuje moich modlitw, skoro problem goni problem, to może Boga nie ma? A jeśli nawet jest, to ani myśli wysłuchać mojego wołania, nie dostrzega mych łez. Po co mi taki Bóg? Po co niedzielna msza, rekolekcje, sakrament pokuty…? Jakże długo w ten sposób błądziłam.

Tyle lat musiało minąć, bym dojrzała do prawdziwej wiary, takiej, która nie szuka dziury w całym, lecz szuka odpowiedzi na trudne pytania, która mimo że wciąż błądzi, to jednak ponad wszystko ufa i wierzy.

Kurs Alpha nie umocnił mojej wiary. On ją we mnie na nowo wybudził, z wieloletniego letargu, stanu zawieszenia w próżni, z poczucia bezsensu i bylejakości ...

Zupełnie inny level (jak nazywam w myślach ten nowy stan). Tak trudny do ubrania w słowa.

A weekend skupienia to już przysłowiowa wisienka na torcie. Już sam fakt, że udało mi się na niego pojechać był cudem. Nic bowiem nie wskazywało na to, że ten wyjazd dojdzie do skutku. A tymczasem w ostatniej chwili wszystko samo zaczęło się układać po mojej myśli. Nagle wszystkie przeszkody zaczęły znikać jedna po drugiej. Dobre anioły służyły dobrym słowem i wsparciem. Boża ręką czuwała nade mną. Całą sobą czułam, że On ma dla mnie plan. Jedyny najlepszy. A mnie pozostaje jedynie Jemu zawierzyć. Z taką świadomością żyje się piękniej, bardziej świadomie, łatwiej.

Na co dzień pochłonięci obowiązkami zapominamy o tym, co jest w życiu ważne. Ten czas spędzony poza domem, z dala od codziennych spraw, problemów, nużących obowiązków, pozwolił mi skupić się na sobie, na tylko moich potrzebach. Zajrzałam w głąb siebie, wsłuchałam się w swoje myśli, zagłębiłam w kontemplacji Słowa, które chłonęłam całą sobą.

Z dala od tego, co uwiera, łatwiej otworzyć się na Boga.

Dźwięki gitary, pusty kościół pogrążony w mroku, nocne rozmowy, które już na zawsze zapiszą się w pamięci, komunia święta pod dwiema postaciami, wokół życzliwi ludzie, przy których nie trzeba się wstydzić łez spływających po policzkach.

Wszystko to razem sprawiło, że weekend Alpha przeżyłam jakby w innym wymiarze.

Rozrastanie się w wierze uskrzydla. Daje siłę, by sięgać po więcej. Tylko że to więcej dotyczy teraz zupełnie czegoś innego.

Free Joomla! template by L.THEME