Dotarłam do domu. W uszach jeszcze dźwięczą mi słowa papieża Franciszka, których słuchałam po drodze przez radio. Jako dwudziestokilkulatka przeszłam na życiową emeryturę, o której mówił Ojciec Święty. Pogoń za dobrami materialnymi doprowadziła mnie do poczucia bezsensu i do życiowej katastrofy.

Dziś środa. To już prawie dwa dni od Mszy Otwarcia Światowych Dni Młodzieży. Zarywając kolejną noc, spotykam ludzi. Rozmawiam, patrząc im w oczy. Bez obaw, bez lęku przed oceną. Otwarcie, ufnie. Pierwszy raz od kilku lat...

Wracam. Po 15.00 dojeżdżaliśmy od południa do Krakowa. Pomyliliśmy zjazdy. Następny zjazd był do Łagiewnik - św. Faustyna mrugnęła do nas porozumiewawczo? Na szczęście szybko odnaleźliśmy drogę. Potem autostrada i dalej na północ. Jutro rozmowa w kuratorium, dlatego zostawiłam na jeden dzień Światowe Dni Młodzieży, wspólnotę i przyjaciół, dzięki którym te dni są niesamowitym przeżyciem i doświadczeniem wspólnej modlitwy. Otaczają mnie serdecznością i ciepłem. To wspaniałe uczucie, móc dzielić swoją radość z innymi. Radość w samotności nie smakuje tak samo.
Smutno mi. Już za nimi tęsknię. Moje myśli są na Błoniach.

Muzyka od zawsze jest dla mnie bardzo ważna. Jest dopełnieniem codzienności. Kiedyś winyle taty, kasety magnetofonowe, później płyty. W kartonie na strychu, na półce, we wszystkich schowkach w samochodzie, nawet w bagażniku. Słuchałam, grałam, śpiewałam. Potem złapałam bakcyla koncertowego. Z czasem muzyka przestała mi wystarczać, chciałam ją chłonąć wraz z tekstami. Ogromna ciekawość i głód znaczeń. Po jakimś czasie znalazłam się na studiach językowych, na specjalizacji tłumaczeniowej.

Od pewnego czasu w moim życiu dzieją się niesamowite rzeczy. Słyszę, że to zbiegi okoliczności, ja mówię, że to działanie Ducha Świętego. Widzę, jak Bóg spełnia moje najskrytsze marzenia i to, co wydawało się nieosiągalne, mam na wyciągnięcie ręki.

Tęskniłam za wspólnotą ludzi czujących i myślących tak jak ja. Przez długi czas czułam się bardzo samotna, inna, na uboczu...

Free Joomla! template by L.THEME