Jest 3 rano. Za 5 godzin mam wstać, a jeszcze się nie położyłam... Emocje mnie jeszcze trzymają. To był dzień niespodzianek. Na egzamin dotarłam prawie w ostatniej chwili. Dzięki temu nie miałam czasu nakręcić się stresem. Po ponad 20 minutach komisja zaprosiła mnie do klaustrofobicznego pokoiku, w którym siedziało już pięć osób. Padło pierwsze pytanie.

Dotarłam do domu. W uszach jeszcze dźwięczą mi słowa papieża Franciszka, których słuchałam po drodze przez radio. Jako dwudziestokilkulatka przeszłam na życiową emeryturę, o której mówił Ojciec Święty. Pogoń za dobrami materialnymi doprowadziła mnie do poczucia bezsensu i do życiowej katastrofy.

Dziś środa. To już prawie dwa dni od Mszy Otwarcia Światowych Dni Młodzieży. Zarywając kolejną noc, spotykam ludzi. Rozmawiam, patrząc im w oczy. Bez obaw, bez lęku przed oceną. Otwarcie, ufnie. Pierwszy raz od kilku lat...

Wracam. Po 15.00 dojeżdżaliśmy od południa do Krakowa. Pomyliliśmy zjazdy. Następny zjazd był do Łagiewnik - św. Faustyna mrugnęła do nas porozumiewawczo? Na szczęście szybko odnaleźliśmy drogę. Potem autostrada i dalej na północ. Jutro rozmowa w kuratorium, dlatego zostawiłam na jeden dzień Światowe Dni Młodzieży, wspólnotę i przyjaciół, dzięki którym te dni są niesamowitym przeżyciem i doświadczeniem wspólnej modlitwy. Otaczają mnie serdecznością i ciepłem. To wspaniałe uczucie, móc dzielić swoją radość z innymi. Radość w samotności nie smakuje tak samo.
Smutno mi. Już za nimi tęsknię. Moje myśli są na Błoniach.

Muzyka od zawsze jest dla mnie bardzo ważna. Jest dopełnieniem codzienności. Kiedyś winyle taty, kasety magnetofonowe, później płyty. W kartonie na strychu, na półce, we wszystkich schowkach w samochodzie, nawet w bagażniku. Słuchałam, grałam, śpiewałam. Potem złapałam bakcyla koncertowego. Z czasem muzyka przestała mi wystarczać, chciałam ją chłonąć wraz z tekstami. Ogromna ciekawość i głód znaczeń. Po jakimś czasie znalazłam się na studiach językowych, na specjalizacji tłumaczeniowej.

Free Joomla! template by L.THEME