"Trwajcie w miłości mojej!"

Jedno zdanie, które nie daje mi dziś spokoju: "Trwajcie w miłości mojej!" (J 15, 9).
Trwajcie, wytrwajcie. Zostańcie. Nie dajcie innym wmówić sobie, że jest coś ważniejszego od Bożej miłości. Że jej nie ma. Że jest bez sensu. Że jest "letnia", albo wręcz obojętna na to, co się dzieje. Nie dajcie się zwieść temu, co mówią ludzie, którzy Go nie poznali...

Trwajcie, czyli poznawajcie. Ogrom Bożej miłości objawia się zupełnie inaczej wobec każdego z nas. Ty i ja mamy zupełnie inne doświadczenia. Każde z nas w zupełnie inny sposób odkrywa miłość, odkrywa inne jej aspekty w innych życiowych sytuacjach. Ogrom i różnorodność sposobów jej wyrazu przyprawia o zawrót głowy. Tak samo, jak mnogość sytuacji, w których możemy odpowiedzieć na tę miłość - by w niej trwać.

Pojawia się jednak słowo o przestrzeganiu przykazań. Czyli - o słuchaniu bardziej Boga, niż ludzi. Pięknie ujmuje to autor Psalmu 1.

"Szczęśliwy człowiek,
który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.
On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane." (z Psalmu 1, za: brewiarz.pl)


Mówimy o "wyższym" poziomie świadomości relacji. Nie systemie nakazów i zakazów, nagród i kar, ale podążaniu z ufnością za Tym, który chce być z nami w coraz głębszej relacji. W tej relacji pewne sprawy zamykają się z czasem. Pewne rzeczy idą powoli. Pewne kwestie wymagają naszej dojrzałości w jakimś aspekcie, albo osiągnięcia pewnego etapu w procesie "wzrastania".

Z Bożej perspektywy ostatecznie wszystko, co czynimy, może być udane. Jeśli jest ofiarowane Bogu, bądź jeśli jest w Nim zakorzenione. Każdy trud - szukanie pracy, problemy zdrowotne, problematyczne relacje - smakuje inaczej. Nie jest już gorzki i zatruwający serce. Jest czymś, co wzywa do zmiany. Do zapytania siebie - co jest moim celem? Co jest dla mnie ważne? I najważniejsze: do czego w tej sytuacji wzywa mnie Bóg?

Ludzie ogarnięci bojaźnią
sławią dzieło Boga
i rozważają Jego nakazy.
Sprawiedliwy weseli się w Panu,
do Niego się ucieka,
a wszyscy prawego serca się chlubią. (z Psalmu 64, za: brewiarz.pl)


Wyczuwając delikatne poruszenia w sercu, które Bóg nam daje każdego dnia, trudno jest Boga nie uwielbiać. Widząc, jak jest obok. Cały czas. Wspiera. Pomaga wzrastać. Pociesza. Albo uczy. Podchodzi z łagodnością i cierpliwością, a czasem - z mocą. Szukając Boga szczerze - naprawdę trudno jest NIE widzieć, jak działa.

Jest jedna "trudność". Chodzi o to, by szukać tego, co w górze. (por. Kol 3, 1). Jak czytamy w komentarzu św. Cyryla Aleksandryjskiego, biskupa, do Drugiego Listu do Koryntian (z dzisiejszej godziny czytań)

"(...) trzeba i nam podążać Jego śladami, ale nie ulegając ciału, lecz wznosząc się ponad jego pożądania." (za: brewiarz.pl)


Nasz cel jest w górze, nie tutaj. Z drugiej jednak strony, to życie na którego pełnię czekamy zaczyna się już tu i teraz. Dwie rzeczywistości przenikają się. Szukając tego, co w górze, odkrywamy i zanurzamy się w Bożą miłość. Uczymy się, jak coraz lepiej na nią odpowiadać. To, co jest tutaj, to nie jest wszystko. To dopiero początek...

Mamy wiele pragnień, wiele marzeń, ale i wiele lęków czy obaw. To "pożądania" ciała. Jest coś więcej. Jest miłość Boża i nowa rzeczywistość w którą wkraczamy, walcząc o to, by w niej trwać.

***


A co dla Ciebie, w tym momencie życia, w tych sytuacjach, z którymi mierzysz się na co dzień, oznacza słowo "trwanie"? Czym dla Ciebie jest trwanie w Bożej miłości?

Free Joomla! template by L.THEME