Zaproszenie do relacji

Ostatnio wiele myślę o sakramentach. Pomału, po 14 latach, przestaję się bać spowiedzi. Moja siostra cioteczna niebawem przyjmie bierzmowanie. Regularna Eucharystia pomału „wchodzi w nawyk”. Odkrywam tę przestrzeń Bożej obecności na nowo – do czego zapraszam również Was!

A zaczniemy od tego sakramentu, z którego zazwyczaj nie pamiętamy nic. Który budzi wielkie emocje w dyskusjach o wolności religijnej. Od sakramentu, który otwiera naszą duchową drogę: czyli od chrztu.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów. Przez chrzest zostajemy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży, stajemy się członkami Chrystusa oraz zostajemy wszczepieni w Kościół i stajemy się uczestnikami jego posłania” (za: http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-1.htm, dostęp: 25.02.2018). W czasie Wigilii Paschalnej będziemy mieli możliwość odnowić przyrzeczenia chrzcielne.

Sama byłam ochrzczona kilka miesięcy po narodzinach. Potem chrzest pojawiał się tylko w kontekście lekcji religii. Kilka razy uczestniczyłam w uroczystości chrztu, również osób dorosłych. Miałam okazję uczestniczyć w sporach pt. „czy należy dziecko chrzcić czy nie” i usłyszeć wiele argumentów przeciwko „narzucaniu” religii. Zostałam również matką chrzestną. Czasem zastanawiam się, czym dla mnie osobiście jest chrzest. Zatem – czym jest?

To zaproszenie do relacji. Zaproszenie, które często otrzymujemy nie wiedząc jeszcze, Kim jest ten kto nas do relacji zaprasza. Będziemy w niej – i do niej – dojrzewać całe życie. Chrzest jest zazwyczaj początkiem tej relacji. Dopiero będąc ochrzczonym, z czasem wchodzimy coraz głębiej w tajemnice wiary, a wraz z rozwojem psychofizycznym idzie również rozwój duchowy – i dostęp do kolejnych sakramentów, które mają nam pomagać w spotkaniu z Bogiem.

Sakrament chrztu to również sakrament który sprawia, że stajemy się w pełni Dziećmi Bożymi. Zostajemy „wszczepieni w Kościół”. Jak czytamy w Katechizmie, „Chrzest opieczętowuje chrześcijanina niezatartym duchowym znamieniem jego przynależności do Chrystusa. Znamienia tego nie wymazuje żaden grzech, chociaż z powodu grzechu chrzest może nie przynosić owoców zbawienia”. Można powiedzieć, że dopóki nie zostaniemy ochrzczeni, nie możemy osiągnąć pełni Bożego dziecięctwa. Nie możemy również korzystać z pozostałych sakramentów, które wiążą się z tożsamością dziecka Bożego.

Sam chrzest jest jednym z najwspanialszych darów, jaki możemy otrzymać od rodziców. Zazwyczaj jest uznawany za „coś”, co nakazuje tradycja. Myślę sobie jednak, że Ci bardziej świadomi chrześcijanie zdają sobie sprawę z tego, że poprzez przyniesienie dziecka do świątyni tym samym pozwalają mu rozpocząć najwspanialszą przygodę życia – od małego zaprzyjaźniać się z Bogiem.

Jest jednak jedno „ale”. Ale to my – dorośli. Rodzice biologiczni i chrzestni. Ci, którzy mają najbardziej dbać o rozwój wiary… Jeśli nie mogą osobiście, to chociaż poprzez modlitwę.

Noszę w sobie duże zranienie w tej materii. Nie pamiętam, by po pierwszej komunii świętej moja Mama chrzestna rozmawiała ze mną o Bogu, choć widujemy się regularnie. Jeśli chodzi o mojego Ojca chrzestnego, to… od dawna nie uczestniczy w moim życiu. Od lat nie interesuje się w ogóle moim losem, a co dopiero mówić o tym, co się ze mną dzieje w materii wiary. Próby kontaktu odpuściłam kilka lat temu widząc, z jaką obojętnością traktuje mnie w czasie rodzinnej wigilii. Może jeszcze czasem pamięta o mnie na modlitwie? Nie wiem. Dowiem się zapewne po drugiej stronie…

Myślałam o chrzcie jako o przejściu przez bramę do nowego świata, ale nie jest to zbyt dobra metafora. Świat się nie zmienia. To my się zmieniamy. To my zostajemy uzdolnieni do nawiązania głębokiej relacji z Bogiem. Jeśli mamy wokół siebie ludzi, którzy również zostali „naznaczeni” przez chrzest i są blisko Boga to jest szansa, że od „małego” będą się oni dzielić z nami skarbem wiary. Jeśli nie – to może się okazać, że zanim odkryjemy piękno relacji z Bogiem miną lata.

Gdy nie chodziłam do kościoła jeden z moich znajomych za wszelką cenę próbował mi wytłumaczyć, że powinnam wrócić do Boga. Że powinnam zmuszać się do pójścia na Eucharystię. Wszystko, co mówił, przekazywał mi w kategorii: „powinnaś”. Relacja z Bogiem to nie „powinność”. To dar. Dar który możemy przyjąć, a możemy go odrzucić. Może się okazać, że dopiero po latach będziemy zdolni, by go przyjąć. Oczywiście, idąc tropem słów św. Jana Pawła II dar jest czymś, co jest dane i zadane. Z darem przyjaźni od Boga idzie zadanie – budowania tej przyjaźni, dbania o nią. Niemniej, to pojawia się dopiero, gdy przyjmujemy dar.

Możemy być ochrzczeni, ale nie chcieć tego daru. Zwykle dlatego, że zraniło nas już zbyt wielu ludzi wiary, zbyt wiele razy słyszeliśmy o tym, co mamy robić, a nie zostaliśmy wysłuchani. Warto pamiętać, że Bóg jest inny niż ludzie. Ludzie mogą zawieść. Każdy z nas pełen jest własnych zranień, zmagań, nie zawsze ma czas, siłę, możliwości by nas poprowadzić. Bóg za to jest pełen niespodzianek i stawia odpowiednich ludzi na drodze w odpowiednim momencie, o ile damy Mu „kredyt zaufania”.

Gdy tylko wrócę ze szpitala, mam zamiar wreszcie odwiedzić swoją chrześnicę. Widywałam się z nią w czasie spotkań rodzinnych, ale wiem, że to nie wystarczy. Młoda ma już ponad 3 lata. Czas, żebym zaczęła aktywnie uczestniczyć w jej życiu. Jeszcze nie wiem, jak. Nie wiem, ponieważ sama wciąż doświadczam wielu problemów z którymi nie zawsze sobie radzę. Modlitwa jest wspaniałym darem, ale nie może zostać jedynym.

Zaproszenie, które realizujemy samotnie, potrafi prowadzić do rozgoryczenia. Mamy wpisane w serce pragnienie wspólnoty – najpierw z Bogiem, a potem z innymi ludźmi. W tym kontekście chrzest jest nie tylko rozpoczęciem relacji. Jest również pierwszym krokiem na drodze, którą codziennie pokonują miliony chrześcijan. Doświadczenia są przeróżne, ale pragnienie relacji z Bogiem – to samo. Dzięki obecności Boga nigdy nie jesteśmy sami, a dzięki podobieństwu doświadczenia wiary możemy wzajemnie się w tej drodze wspierać. Jak jedna wielka rodzina, którą w końcu jesteśmy – przez chrzest.

Free Joomla! template by L.THEME