Boże Narodzenie inaczej

Bóg się rodzi. Moc truchleje. Pan Niebiosów obnażony. Ogień krzepnie. Blask ciemnieje. Ma granice Nieskończony… Czy uroczystość Bożych Narodzin, święto powszechnej radości , to także nie czasem jeden wielki oksymoron? Do tej pory, przez siedemnaście przeżytych przeze mnie świąt Bożego Narodzenia, nie miałam jakichś złych wspomnień z nimi związanych. Dawałam się ponieść powtarzanym z każdej strony hasłom o tym, że w ten czas wszelkie problemy zanikają, że ludzkie troski tracą swoją moc. Dziś zastanawiam się, czy takie słowa nie brzmią dla niektórych jak bezwartościowy slogan. Czwarty tydzień adwentu napełnił mnie od kapci, po czubek moich rozwichrzonych włosów świąteczną energią i nastrojem. Wróciłam na roraty, ubrałam choinkę i udekorowałam dom, odbyłam spowiedź która przeniknęła mnie na wskroś i bardzo mi pomogła, odbyłam spokojną wigilię klasową, zagrałam Archanioła w jasełkach. W piątek odbył się wspólnotowy wieczorek opłatkowy, który wspominam nad wyraz dobrze. Pamiętam szczególne uśmiechy dwóch bliskich mi osób, piękne życzenia od każdego członka wspólnoty, tę niesamowitą atmosferę. Sobota rozpoczęła się dla mnie spokojnie, mimo wielu zadań do wykonania. Moja rodzina nie zapomniała co tak naprawdę świętujemy i jakoś dotrwaliśmy wspólnie do wigilijnego wieczoru. Podzieliliśmy się opłatkiem, zjedliśmy kolację, odpakowaliśmy prezenty, odwiedziliśmy rodzinę, pośpiewaliśmy kolędy, przyjęliśmy wiliarzy… Cudowny, spokojny i magiczny czas w gronie bliskich. Tak się zaczęło. Potem poszliśmy na pasterkę. Piękne jasełka wystawione przez uczniów tuliszkowskiego zespołu szkół pomogły nam pojąć istotę święta Narodzenia Pańskiego. Przed rozpoczęciem mszy mój nastrój uległ zmianie. I to dość poważnej. Nie uroniłam ani jednego słowa z całej Eucharystii- a brzmiały one dla mnie jakoś… pusto. Wiedziałam, że obok mnie jest osoba, która cierpi. Po raz pierwszy w święta byłam świadkiem ludzkiej tragedii i nie miałam pojęcia jak się zachować. Modliłam się długo i szczerze, nie odczuwałam jednak wymyślnego rezultatu. Owszem, Bóg narodził się w moim sercu. Ale w zupełnie innych okolicznościach, niż się tego spodziewałam. Modliłam się bardzo długo jeszcze po powrocie do domu. Moje święta trwają dalej, ale wiem że niektórzy wyobrażali sobie ten czas inaczej. Kochani! Proszę was o coś. Otwórzcie swoje serca na Jezusa. On przychodzi do was pod postacią innych. Być może ktoś was teraz potrzebuje. Nie bójcie się. Pomóżcie mu. Albowiem „zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie.”* Błogosławionych świąt! (*wiersz św. Matki Teresy z Kalkuty, pt.: „Wtedy jest Boże Narodzenie”)

Free Joomla! template by L.THEME