Przygotowania w naszej parafii do Światowych Dni Młodzieży rozpoczęliśmy zaraz po ogłoszeniu przez Papieża Franciszka, że kolejne spotkanie Młodych odbędzie się w Polsce. Swoją uwagę skupiliśmy na tym, abyśmy byli jak najlepiej duchowo przygotowani. Nie zabrakło organizowanych przez nas spotkań i konferencji w parafii. Tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży staraliśmy się pomóc przy organizacji Dni w Diecezji.

Poddałam się. Biegowi wydarzeń. A tempo jest zawrotne! Dłuższą chwilę zastanawiam się, jaki dziś dzień tygodnia albo co robiłam dzień wcześniej. Spotkania ze wspaniałymi ludźmi, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Po prostu są. Zapomniałam, że uścisk dłoni lub przyjacielskie przytulenie może tyle znaczyć.

Wakacyjny czas dobiegł końca. Powróciliśmy do naszych codziennych spraw i obowiązków, które absorbują naszą uwagę i angażują siły. Ponad miesiąc temu spotkaliśmy się w Krakowie. Każdy z nas zapamiętał coś szczególnego. Każdy z nas zwrócił uwagę na coś innego. Aby wspomnienia pozostały żywe w naszej pamięci jak najdłużej, zapraszamy do lektury świadectw uczestników tegorocznych Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Jak członkowie naszej wspólnoty zapamiętali spotkanie z papieżem Franciszkiem? Co ono w nich zmieniło? Jakie wydadzą owoce?

- Robisz wreszcie to, na co masz siłę i ochotę - powiedziała do mnie Ola, kiedy opowiedziałam jej o swoich ostatnich podróżach.

Dziś rano rozpakowałam się po dwudniowym pielgrzymowaniu na Jasną Górę. Jutro rano pakuję się na nowo, tym razem na wschód. Jeżdżę tam jak do drugiego domu - już dziś Basia pytała, co zjadłabym jutro na kolację po kilkugodzinnej podróży...

„Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich.” Łk 4,42

Podczas Dnia Skupienia w Kazimierzu Biskupim mieliśmy czas na tzw. pustynię.Rozważaliśmy wtedy Ewangelię z dnia (Łk 4,38-44). Był to fragment przybycia Pana Jezusa do domu Szymona i uleczenie jego teściowej z gorączki oraz dalsza część opisywała udanie się Jezusa na pustynię.
Początkowo nie wiedziałam jak się za to zabrać, od czego zacząć...

Dotarłam na Pola Miłosierdzia. Po godzinnym oczekiwaniu (w Godzinie Miłosierdzia) przy wejściu zlitował się nade mną pewien strażak. Sektor był przepełniony i wolontariusze postanowili nie wpuszczać więcej ludzi, dopóki reszta trochę się nie ściśnie. Spojrzał mi w oczy i ...

Gdyby ktoś mi powiedział na początku sierpnia: Stary jesteś w stanie przejść przeszło 180 km pieszo w 6 dni. To bym go wyśmiał. Nie chciałem iść na pielgrzymkę. Broniłem się rękami i nogami. Pomijając fakt, że na samą myśl o tym, że przez tydzień nie będę miał stałego dostępu do internetu, bieżącej wody i będę musiał spać na karimacie odczuwałem przynajmniej lekki dyskomfort, sam nie widziałem sensu maszerowania przez kilka dni tylko po to, żeby wejść na 5 minut do kaplicy z cudownym obrazem i przeżyć mszę na Jasnej Górze. W końcu wszystko to można załatwić w jeden dzień, korzystając z takiego cudu techniki, jakim jest samochód. Więc po co się męczyć?

Jest 3 rano. Za 5 godzin mam wstać, a jeszcze się nie położyłam... Emocje mnie jeszcze trzymają. To był dzień niespodzianek. Na egzamin dotarłam prawie w ostatniej chwili. Dzięki temu nie miałam czasu nakręcić się stresem. Po ponad 20 minutach komisja zaprosiła mnie do klaustrofobicznego pokoiku, w którym siedziało już pięć osób. Padło pierwsze pytanie.

Free Joomla! template by L.THEME