Światowe Dni Młodzieży dały mi niezwykłe doświadczenie wiary i wspólnoty. W ciągu tego tygodnia poznałam wiele osób, ale także ich kultury, zwyczaje, ale przede wszystkim sposób przeżywania wiary, gdzie wszyscy mogliśmy razem śpiewać i tańczyć. Bardzo dużym przeżyciem była dla mnie pierwsza msza odprawiona przez Papieża Franciszka i jego kazanie, które pozostało mi w pamięci. Jednak najpiękniejsze, co mnie spotkało przez te dni, to wszystko, co jest związane z Miłosierdziem Boga, które On nam okazuje przez różne osoby czy sytuacje oraz czas spędzony z naszą wspólnotą.

Było raz dwóch mężczyzn. Jeden z nich, Piotr, był politykiem, drugi- Jan, prezesem własnej firmy. Łączyła ich prawdziwa i szczera przyjaźń; wzajemna miłość i troska, jeden za drugiego był w stanie oddać życie!... W wyniku zbiegu różnych okoliczności, polityk nie okazał się zbyt lojalny w stosunku do prezesa. Na szczęście ich przyjaźń przetrwała tę próbę, a wręcz umocniła ich relację. Pewnego dnia umówili się w kawiarni przed pracą. Piotr przyniósł tackę z dwoma zestawami śniadaniowymi do stolika, który zajął Janek, i obaj zabrali się za poranna kawę. Nagle drugi z nich spytał: - Czy jesteś moim przyjacielem?

Dla mnie Światowe Dni Młodzieży były ogromnym doświadczeniem radości i wielką niespodzianką od Boga. Kiedy pozwoliłam Mu działać w moim życiu, przygotował dla mnie najlepszy czas – czas wspólnoty, czas modlitwy, czas przyjaźni. Dał mi wszystko, czego brakowało w moim życiu. Przez wiele lat wegetowałam na „życiowej emeryturze”, traciłam czas na wspomnianej kanapie, kanapie wygodnego życia, pracy, pogoni za pieniędzmi, przyjemnościami...

Bóg się rodzi. Moc truchleje. Pan Niebiosów obnażony. Ogień krzepnie. Blask ciemnieje. Ma granice Nieskończony… Czy uroczystość Bożych Narodzin, święto powszechnej radości , to także nie czasem jeden wielki oksymoron? Do tej pory, przez siedemnaście przeżytych przeze mnie świąt Bożego Narodzenia, nie miałam jakichś złych wspomnień z nimi związanych. Dawałam się ponieść powtarzanym z każdej strony hasłom o tym, że w ten czas wszelkie problemy zanikają, że ludzkie troski tracą swoją moc. Dziś zastanawiam się, czy takie słowa nie brzmią dla niektórych jak bezwartościowy slogan. Czwarty tydzień adwentu napełnił mnie od kapci, po czubek moich rozwichrzonych włosów świąteczną energią i nastrojem. Wróciłam na roraty, ubrałam choinkę i udekorowałam dom, odbyłam spowiedź która przeniknęła mnie na wskroś i bardzo mi pomogła, odbyłam spokojną wigilię klasową, zagrałam Archanioła w jasełkach. W piątek odbył się wspólnotowy wieczorek opłatkowy, który wspominam nad wyraz dobrze. Pamiętam szczególne uśmiechy dwóch bliskich mi osób, piękne życzenia od każdego członka wspólnoty, tę niesamowitą atmosferę. Sobota rozpoczęła się dla mnie spokojnie, mimo wielu zadań do wykonania. Moja rodzina nie zapomniała co tak naprawdę świętujemy i jakoś dotrwaliśmy wspólnie do wigilijnego wieczoru. Podzieliliśmy się opłatkiem, zjedliśmy kolację, odpakowaliśmy prezenty, odwiedziliśmy rodzinę, pośpiewaliśmy kolędy, przyjęliśmy wiliarzy… Cudowny, spokojny i magiczny czas w gronie bliskich. Tak się zaczęło.

«Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon»-te słowa Ewangelii wg św. Mateusza mogliśmy usłyszeć w miniony piątek, kiedy to obchodziliśmy uroczystość Objawienia Pańskiego. Podczas mszy świętej zostały tradycyjnie poświęcone kreda i kadzidło. Po uroczystej Eucharystii z naszego kościoła, ulicami miasta ruszył (już po raz piąty) Orszak Trzech Królów...

Dear self! This is going to be your year. So dust yourself off and get started. “Droga ja! To będzie twój rok. Więc zetrzyj z siebie kurz i do dzieła.” Tak zrobiłam. Odkurzyłam się i wszystko zaczęło się zmieniać. To był mój rok. Spełniło się kiedyś jakieś Twoje marzenie? Moje spełniały się w tym roku jedno po drugim.

Wybrałam się dziś na wieczorną Eucharystię. Jak to codziennie w październiku, po mszy świętej miało miejsce wspólne odmawianie różańca. W naszym kościele istnieje zwyczaj, że to dzieci odmawiają pierwszą część każdego „Zdrowaś”- a wiele z nich ma parcie na mikrofon. Uwielbiam wsłuchiwać się w te modlitwy i wyszukiwać tych, które nie są powiedziane na „odklepać i znów ustawić się w kolejce” , ale mówione są ze znaną tylko najmłodszym pokorą, pewnością i szczerością. Monotoniczny ciąg „zdrowasiek” przerwała mi dziś mała dziewczynka,...

Jadąc do Krakowa żałowałem, że w ogóle zapisałem się na ŚDM-y. Ale kiedy pierwszego dnia uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, wieczorem, zmęczeni po całym dniu i podróży, gdzie nic mi się nie chciało, totalnie wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.

Ogarnęła mnie taka Boża radość, że zarażałem nią innych. Ta Msza zmieniła moje zastawienie i odkryłem jeszcze głębsze oblicze Boga. Kiedy Papież Franciszek powiedział, że niektórzy młodzi ludzie są już na emeryturze, na kanapie przed telewizorem, wzywał nas, abyśmy wstali i wyszli do innych. Dało mi to dużo do myślenia. Zastanowiłem się, ile ja czasu spędzam na siedzeniu na kanapie, a warto ten czas zagospodarować dla innych, którzy potrzebują porozmawiać, a nie mają z kim.

Czas tak szybko płynie. Szkoda marnować go na siedzeniu i oglądaniu słabych filmów. Trzeba go wykorzystać, jak najlepiej się da.

Robson

 

 

 

 

Free Joomla! template by L.THEME